Inwestuj w wynajem
Polski / EURPLN
Language
Język
Polski
Currency
Waluta

Przyjechał do Katowic na studia, został inwestorem. Poznaj historię Rajena

Rajen jest studentem medycyny Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. W Katowicach mieszka od 2019 roku i od samego początku jest wiernym najemcą Wellcome Home. A teraz został też jednym z naszych inwestorów!

Zapytaliśmy go o wrażenia dotyczące życia w Polsce: o to, jak ocenia polski rynek najmu, o inwestorskie motywacje i poruszyliśmy wiele, wiele innych polskich wątków. Przeczytaj wywiad i poznaj jego historię.

„Czuję się w Katowicach naprawdę dobrze i gdy ktokolwiek pyta mnie, gdzie mieszkam, odpowiadam, że w Polsce. To jest teraz mój dom.”

Wellcome Home: Rajen, wiemy, że masz brytyjskie obywatelstwo, ale historia Twojej rodziny jest dużo bardziej zawiła i interesująca. Czy możesz nam opowiedzieć coś więcej?

Rajen: A więc… etnicznie moja rodzina pochodzi z Indii. Moi rodzice urodzili się w Kenii, ale moi dziadkowie są Hindusami. Jeden z nich wyjechał z Indii, gdy miał zaledwie 11 lat. Do Wielkiej Brytanii przyjechali w latach 70. Ponieważ pochodzili z kolonii brytyjskiej, mieli po prostu tamtejszy paszport. 

A jaka jest Twoja historia?

Jestem farmaceutą. W 2012 roku ukończyłem w Wielkiej Brytanii studia farmaceutyczne, w 2013 roku mogłem rozpocząć praktykę zawodową. Popracowałem trochę w zawodzie, ale po jakimś czasie  zacząłem myśleć o tym, że tak naprawdę chcę zostać lekarzem.

I dzięki temu trafiłeś do Katowic? Jak? Dlaczego?

Jestem bardzo ciekawski. Studiowałem w Portsmouth w południowej Anglii i chciałem jakiejś odmiany. Ale… studia farmaceutyczne skończyłem ponad sześć lat wcześniej, dlatego nie mogłem kontynuować nauki w Wielkiej Brytanii. Zacząłem rozglądać się po Europie i rozważałem Włochy albo Polskę.

A więc dlaczego nie Włochy?

Nienawidzę upałów. Urodziłem się i dorastałem w Anglii. Byłem we Włoszech latem i już wtedy uznałem, że nigdy w życiu nie chcę tam mieszkać! [śmiech] A przecież klimat się zmienia i każde lato jest gorętsze.

W Polsce również lata potrafią być naprawdę upalne.

O tak! Pierwszy raz przyjechałem do Polski na moją rozmowę wstępną na studia w lipcu 2019 roku. Było naprawdę ciepło, jakieś 27 stopni, ale to wciąż nie to samo, co we Włoszech.

Czy był jeszcze jakiś inny powód, poza pogodą?

Mamy w Anglii liczną polską społeczność. Polscy pacjenci często byli moimi klientami. Poza tym Polska była dla mnie czymś zupełnie nowym.

Myślałem nad miastem i pierwsza do głowy przyszła mi oczywiście Warszawa. Pojechałam nawet zobaczyć uniwersytet, ale koszty były ponad moje możliwości. Wróciłem więc do domu, usiadłem przed komputerem i zacząłem szukać polskich uczelni medycznych z programem międzynarodowym. Katowice były na tej liście.

A co przeważyło?

Cóż… Moim priorytetem była możliwość częstego podróżowania do domu. Sprawdziłem więc, które miasto ma najlepsze połączenia lotnicze. Katowice miały wtedy trzy połączenia dziennie! Teraz są dwa, ale to przecież wciąż dużo. A i lotnisko w Krakowie leży niedaleko.

Wiemy już, że Katowice pierwszy raz odwiedziłeś w lipcu 2019 roku.

Tak, przyjechałem z moim bratem na rozmowę kwalifikacyjną. Nasze pierwsze wrażenia były naprawdę bardzo dobre. To było coś zupełnie nowego! Była niedziela, a wszystko było otwarte (nie wiedziałem wtedy, że była niedziela handlowa [śmiech]).

Mój brat rzucił: „Ok, spędzimy tu kilka dni, Ty pójdziesz na rozmowę, a potem zobaczymy”. A im dłużej tu byłem, tym bardziej czułem, że to może być mój dom.

Jak długo czekałeś na decyzję uniwersytetu?

Kilka dni. Gdy tylko dowiedziałem się, że mnie przyjęli, mój brat zaczął natychmiast szukać mieszkań. Wiem, że uniwersytet dysponuje akademikiem, ale jestem dość wybredny. Na poprzednich studiach też mieszkałem sam.

I tak zostałeś najemcą Wellcome Home.

Tak. Wasza firma pojawiła się w Google i mieliście dostępne naprawdę fajne mieszkania. Ciągle pamiętam twarz Marka [założyciela Wellcome Home], którą zobaczyłem jako pierwszą [śmiech].

Ustaliliśmy wszystko zdalnie, więc gdy przyjechałem we wrześniu, mieszkanie już na mnie czekało. Podpisałem umowę i gotowe!

Cztery lata później dalej jesteś z nami. Wrócimy potem do wynajmu, a teraz powiedz nam, czy trudno Ci było się zadomowić?

Mam szczęście, że przez całe życie dużo podróżowałem. Każdego roku jechałem gdzieś z moimi rodzicami. Zwiedziłem Europę Wschodnią i Bałkany, zanim upadła Jugosławia. Takie doświadczenia się przydają, gdy przyjeżdżasz do nowego kraju i zderzasz się z jego kulturą. I tak jak wszędzie, główną barierą był język.

Nauczyłeś się polskiego?

To nie takie łatwe! Bardzo często ludzie, szczególnie młodzi, mówią mi: „Rajen, czy możesz przejść na angielski?”. To nie pomaga w nauce, ale rozumiem Was. W sklepie, banku czy na poczcie nie mam żadnego problemu. Bez większych komplikacji kupię też bilet na pociąg czy autobus.

Myślisz, że da się żyć w Katowicach i swobodnie komunikować bez znajomości polskiego?

Mój pierwszy semestr właśnie tak wyglądał. Nie umiałem nic po polsku poza takimi podstawami jak „dziękuję”. W kawiarni czy restauracji dogadywałem się bez problemu, ale chciałem się uczyć polskiego.

Myślisz, że jesteśmy przyjaźnie nastawieniu do obcokrajowców? Co sądzisz o Polakach?

Tak, jesteście bardzo przyjaźni. Jestem z Londynu, więc nic mnie nie zaskoczy. W Anglii widziałem już chyba wszystko, ale przez te cztery lata w Polsce nic przykrego mnie nie spotkało.

Zauważam, że ludzie przyglądają mi się na ulicy, ale rozumiem to. Nie wyglądam jak typowy Europejczyk. Mogę spacerować nocą po mieście i wszystko jest w porządku. A przecież coraz częściej słyszy się o różnych niebezpiecznych sytuacjach, szczególnie w Londynie.

Czuję się w Katowicach naprawdę dobrze i gdy ktokolwiek pyta mnie, gdzie mieszkam, odpowiadam: „W Polsce. To jest teraz mój dom”.

Cudownie to słyszeć! A czy doświadczenia na uniwersytecie są tak samo dobre? Jak oceniasz standard studiowania w Polsce i na swojej uczelni?

Głównym problemem od początku jest mocne rozdzielenie studentów zagranicznych od polskich. Nie mieszamy się i to mnie trochę smuci. Nawet sprawy formalne załatwiamy osobno i nie mamy praktycznie żadnej interakcji.

Ile osób jest w Twojej grupie?

Przez pierwsze dwa lata było nas tylko sześcioro. Na trzecim roku na dwa lata dołączyli do nas studenci z Izraela. Liczba osób w grupie nagle podskoczyła do trzydziestu trzech.

Jak oceniasz sam program studiów?

Standard jest naprawdę niesamowity i tyle się już nauczyliśmy! Organizacja jest świetna, a poziom nauczania naprawdę przerósł nasze oczekiwania. Wykłady to jedno, ale sam program, który mam teraz od piątego roku, jest rewelacyjny. Dziwimy się studentom, którzy zdecydowali się wrócić do swoich krajów.

To, co martwi mnie bardziej, to życie studenckie. Gdy zaczynałem swój pierwszy kierunek w 2008 roku, wiodłem typowe studenckie życie. Tutaj w ogóle tego nie ma. Studenci trzymają się w małych grupkach, żyją w swojej bańce w akademikach. Osoby z zagranicy nie mają szansy na żadną interakcję. Myślę, że czujemy się zbyt nieśmiali i zakłopotani, żeby spróbować.

Inną kwestią jest to, że jestem najstarszy w swojej grupie i widzę zmianę pokoleniową. Gdy pierwszego dnia zajęć wszedłem do sali, grupa myślała, że jestem prowadzącym! [śmiech]

Obserwujesz jakieś zmiany w samym mieście?

Tak, widzę w Katowicach dużo więcej życia, ludzi, remontów i inwestycji. W 2019 roku to było zdecydowanie inne miasto.

Miałeś okazję poznać inne miejsca? Podoba Ci się Polska?

O tak, bardzo! Kilka razy byłem w Krakowie i Warszawie. Na liście ciągle mam Gdańsk, chciałbym też pojechać na Mazury. Zawsze jest coś nowego do odkrycia.

Lubię to, że wystarczy dziesięć minut drogi od centrum miasta i już jesteś w lesie czy nad jeziorem. Ale nawet centrum Katowic jest zielone.

Jak najczęściej spędzasz wolny czas?

Czasami, gdy się nudzę, wsiadam do tramwaju i jadę do samego końca i z powrotem. Chcę zobaczyć, co tam jest. Chyba się starzeję [śmiech]. Naprawdę lubię przejechać się po okolicy, zobaczyć, co jest za rogiem i poznać inne części miasta.

Czy za czymś w Polsce tęsknisz?

Dużo gotuję i brakuje mi moich przypraw. Na początku zamawiałem je przez Internet, albo przywoziłem ze sobą z Anglii. Teraz kupuję je w sklepie na Mickiewicza, ale nie ma tam wszystkiego. W Polsce dostaniesz większość produktów, ale to nie Wielka Brytania, gdzie na każdym rogu jest warzywniak z egzotycznymi owocami i warzywami. Tego najbardziej mi brakuje.

Zapach to jeden z elementów, który kojarzy mi się z domem. Wchodzę do mieszkania i od razu czuję: „Tak, to jest moje miejsce. Tak pachnie mój dom”. Gotowanie jest dla mnie wręcz terapeutyczne.

Inną rzeczą jest oczywiście brak rodziny. Jest to najbardziej podstawowa, ale najważniejsza potrzeba.

Jak oceniasz polski rynek wynajmu?

Uważam, że macie w Polsce dość wysoki standard mieszkań na wynajem. Nawet jeśli z zewnątrz budynek wygląda na stary, w środku mieszkania są naprawdę ładne i nowe. Zanim tutaj przyjechałem, miałem mylne wyobrażenie o Waszym standardzie i nie spodziewałem się znaleźć niczego tak dobrego. Na szczęście pozytywnie się zaskoczyłem, co na pewno również wpływa na to, że czuję się jak w domu.

Co myślisz o lokalizacji swojego mieszkania [ulica Damrota]?

Mieszkanie jest w takim miejscu, że mam ciszę i spokój. Łatwo jest też wyjechać z miasta, mimo iż mieszkam w centrum. No i dojazd na uczelnię jest naprawdę łatwy, bo mój autobus odjeżdża tuż obok, z przystanku przy Mariackiej. Lubię też te stare kamienice z charakterem. 

Uwielbiam swoje okolice. Jest to centrum miasta, ale nie jest ciasno ani głośno.

Widzisz jakieś różnice w standardzie nieruchomości pomiędzy Polską a Wielką Brytanią?

Standard nie różni się aż tak bardzo, ale mam wrażenie, że w Polsce więcej budynków przeszło już modernizację. Gdy pracowałem w Anglii, wynajmowałem mieszkania w różnych częściach kraju, i standard tych mieszkań był zwykle niższy niż u Was. Albo były to stare mieszkania w starych budynkach, albo coś całkowicie nowiutkiego.

Dużo remontów trwa teraz i mam wrażenie, że wszystkie nieruchomości zmierzają do podobnego standardu.

Pozwól, że w tym miejscu wspomnimy o kolejnym ważnym temacie – inwestowaniu. Zdecydowałeś się na zakup mieszkania inwestycyjnego w Katowicach. Dlaczego?

Zawsze chciałem mieć jakąś nieruchomość. W Wielkiej Brytanii z moimi możliwościami finansowymi jest to nieosiągalne. Ceny mieszkań i koszty kredytów to jakieś szaleństwo.Gdy po raz pierwszy przyjechaliśmy do Katowic, wynajęliśmy mieszkanie nad powierzchnią biurową poprzez AirBnB. Właściciel okazał się Anglikiem i to on pierwszy zasugerował mi zakup mieszkania. Chodziłem z tą myślą przez kilka lat, nie wiedząc, gdzie wyląduję w przyszłości.
Ale im dłużej byłem w Polsce, tym więcej możliwości się dla mnie otwierało. Zobaczyłem to szczególnie po tym, jak skończył się COVID. I wtedy pomyślałem: „A może to jest miejsce, gdzie widzę moją przyszłość?”. Nie wykluczam, że zostanę tu na stałe. Jeśli tylko poprawię swój polski, mogę tu zrobić specjalizację i pracować. Postanowiłem pomóc przeznaczeniu i tak oto zainwestowałem w Katowicach!

Zdecydowałeś się na nową inwestycję i zupełnie nowe mieszkanie. Czy to była trudna decyzja, czy polegałeś na rekomendacjach Wellcome Home?

Powiedziałem po prostu Magdzie [CEO w Wellcome Home]: „To jest mój budżet. Co możemy zrobić?”, a ona pokazała mi kilka opcji. 

Jej sugestią było kupienie czegoś większego z rynku wtórnego i podzielenie tego na kilka mieszkań. Pomysł wydawał się dobry, ale wolałem mieć jedno mieszkanie, co jest bardziej elastyczne w przypadku potencjalnej sprzedaży w przyszłości. Nie minął kolejny tydzień, a Magda przyszła do mnie z propozycją mieszkania w tych nowych wieżowcach w centrum Katowic [Global Office Park].

Co najbardziej podoba Ci się we współpracy z Wellcome Home?

Fakt, jakie to łatwe. Dostałem wszystko, o co poprosiłem. Magda poprowadziła mnie krok po kroku i była bardzo pomocna w całym procesie poszukiwania i zakupu. Cały zespół służy pomocą, również w kwestiach najmu, ale jako inwestor potrzebujesz jeszcze więcej wsparcia. A to jest niewiarygodne. Wszystko wydarzyło się w kilka tygodni. Mam nadzieję, że remont pójdzie tak samo gładko jak zakup!

Zapewniamy, że tak będzie. Myślisz o dalszym inwestowaniu?

Zanim przyjechałem do Polski, pracowałem i oszczędzałem sześć lat, żeby zarobić na studia medyczne. Odsetki, które zgromadziłem, wystarczyły na ten zakup. Nie wiem, co będzie, ale zdecydowanie mam apetyt na więcej.

Jakie masz plany w sferze prywatnej?

Studia skończę w 2025 roku. Potem czeka mnie roczny staż podyplomowy. Co dalej? Po ukończeniu tutaj stażu cała Europa stoi dla mnie otworem. Jeśli mój polski pozwoli, rozważę specjalizację w Polsce. Jeśli nie, być może wyjadę do Irlandii. Tam język nie będzie przeszkodą.

Możesz sobie wyobrazić, że zostajesz w Polsce na dobre?

Mogę, oczywiście. Jak już mówiłem, to teraz mój dom. Tylko ten język…

Chodzisz na jakiś kurs albo uczysz się samodzielnie?

Na początku uczelnia zapewniała nam lekcje. Potem jedna z moich polskich pacjentek, którą poznałem jeszcze w Anglii, założyła szkołę językową. Zapytała, czy chciałbym się u niej uczyć, a ja z przyjemnością się zgodziłem. Przekonałem jednego znajomego, by do mnie dołączył. Mamy zajęcia online raz w tygodniu i jakoś to idzie. Widzimy duże postępy i naprawdę świetnie się bawimy.

Bardzo nas to cieszy, bo wielu obcokrajowców nie chce się uczyć polskiego.

Tak, ja sam widzę zaskoczenie na twarzach pacjentów. Pierwsze, co ich zaskakuje, to fakt, że potrafię poprawnie wymówić, jak się nazywają. A gdy zadaję im jakieś pytanie po polsku, czasem zszokowani robią krok w tył! [śmiech] Rozumiem trochę i mówię trochę.

Znajomy, który uczy się ze mną, ma polskie obywatelstwo, ale nie mieszka w Polsce i nie zna języka. Jego motywacja jest jednak większa, bo kiedyś chciałby tu zamieszkać. Wiem, że jeśli czasami będę się ociągać, on będzie mnie mobilizował, ponieważ ma większą potrzebę nauki. Więc uczymy się razem.

Jesteś tak pozytywną osobą! Tobie chyba wszystko wydaje się możliwe. Czy cokolwiek Cię tutaj denerwuje?

Papierologia. Wszystko musi mieć podpis, pieczątkę i dziesięć kopii. Trochę do tego przywykłem, bo kiedy podróżuję do Indii, mierzę się z podobną ilością formalności. Nawet zwykłe zamknięcie konta bankowego wymaga tony papieru.

Zanim przyjechałem  do Polski, myślałem, że w tej kwestii będzie podobnie do Wielkiej Brytanii. Jednak gdy wnioskowałem o kartę pobytu, poproszono mnie o dwie kopie paszportu, wyciąg z rachunku bankowego i bilet lotniczy. Zapytałem, po co to wszystko, i zobaczyłem coś, co wcześniej widziałem tylko w Indiach: urzędnik otworzył szafkę, w której piętrzyły się setki dokumentów.

Jest coraz lepiej. Mamy oficjalną apkę z dokumentami, wprowadzamy rozwiązania cyfrowe. Ale papier to wciąż papier. 🙂 A gdybyś jednak wyjechał, będziesz za czymś tęsknił?

Wiem, że ludzie narzekają na sklepy zamknięte w niedzielę. W Anglii też kiedyś tak było i uważam, że to jest dobre. To czas dla rodziny. Lubię obserwować całe rodziny spacerujące lub robiące coś razem. Nie widzę tego, gdy wracam do siebie. Macie to poczucie społeczności i dumy, które na Zachodzie już powoli się zatraca. Nawet gdy wyjeżdżam z Polski na wakacje, tęsknię za tym poczuciem wspólnoty.

Ludzie wciąż chodzą tu do kościoła. W Anglii kościoły są puste. Nie jestem chrześcijaninem, ale podoba mi się ta część Waszej tradycji.

Jak w takim razie spędzasz zwykle Boże Narodzenie? Celebrujesz je jakoś specjalnie? Na uczelni jest wtedy przerwa od zajęć, więc masz chyba więcej czasu dla siebie?

Jestem hinduistą, ale uczciwie przyznaję, że w naszej rodzinie Boże Narodzenie celebruje się bardziej niż święta hinduizmu. To tylko pokazuje, z jaką komercjalizacją mamy do czynienia.

Zwykle wracam na święta do domu. Nasz dom jest udekorowany znacznie bardziej niż na Diwali, chociażby. Jest ogromna choinka, renifery i mikołaje. 

Mój dziadek zawsze powtarzał: „Nie jesteśmy chrześcijanami czy wyznawcami innych religii, ale możemy iść do ich kościoła czy innego miejsca kultu, zachwycić się jego pięknem i pomodlić. To nic złego”. Bardzo chciałbym kiedyś spędzić Boże Narodzenie w Polsce.

Na zakończenie: co powiedziałbyś przyjacielowi, który pyta Cię, czy warto przyjechać do Polski?

Powiedziałbym to samo każdemu: „Przyjedź!”. Możesz zwiedzić Kraków, jeśli chcesz, ale ja zachęciłbym Cię, abyś zawitał też do Katowic. To przecież tak blisko.

Jedyną rzeczą, która powstrzymuje studentów przed przyjazdem tutaj, a nie gdziekolwiek indziej, jest wysokie czesne dla osób z zagranicy. Kiedy zaczynałem studia, nie było tu wielu studentów z Wielkiej Brytanii, ponieważ opłaty były dokładnie takie same. Koszty życia są jednak znacznie niższe. Jeśli tutaj przyjedziesz, możesz żyć na lepszym poziomie.

Zrób coś innego i daj Polsce szansę. Dlaczego miałbyś nie spróbować?

Sprawdź także

Czy możemy opowiedzieć Ci więcej?