Masz mieszkanie?   
Polski / EURPLN
Language
Język
Polski
Currency
Waluta

Katowice – miasto (powracających) neonów

“Historia neonów to jest historia miasta” – powiedział kiedyś Zbigniew Łankiewicz. Jaka jest historia katowickich neonów i miasta, które nazywano kiedyś polskim Las Vegas?

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu Katowice były najbardziej rozświetlonym miastem Polski. Neonowa pocztówka socjalistycznej Polski na ponad dwie dekady przygasła, by ostatnio rozbłysnąć na nowo. Wyruszcie w podróż do dawnych Katowic, zobaczcie, jak wyglądał powrót neonów na ulice i poznajcie nazwiska, które za całym tym zamieszaniem stoją. A na koniec chodźcie z nami na fotograficzny spacer ulicami wieczornego miasta. Niech znowu stanie się jasność!

Świetl(a)ne czasy

Katowice lat 70. i 80. nie potrzebowały ulicznych latarni. Panoramę miasta zdobiły wtedy neony, które czyniły je najjaśniejszym miastem nie tylko Polski, ale (jak twierdzą osoby pamiętające tamte czasy) całej Europy. A słynnym “miastem neonów” zachwycali się nawet odwiedzający je paryżanie. 

Wszystko zaczęło się jeszcze w latach 60., gdy ówczesny rząd postanowił uczynić z Katowic wizytówkę dostatniego, socjalistycznego miasta. Zakłady usługowe i punkty handlowe miały nie tylko przyciągać klientów, ale też tworzyć atmosferę nowoczesności. Szacuje się, że pod koniec lat 60. w samych tylko Katowicach istniało ponad 800 neonów, a przecież świetlne reklamy obecne były również na całym Górnym Śląsku. 

Absolutną legendą neonów, i historii Katowic w ogóle, jest nieżyjący już Zbigniew Łankiewicz – autor większości neonowych projektów tamtego okresu. Ich tworzenie rozpoczął właśnie w latach 60., będąc głównym projektantem technicznym w państwowym przedsiębiorstwie Reklama. Nad ogólnym ładem miejskim czuwał wtedy Wydział Architektury Urzędu Miasta, który aprobował każdy projekt. Odgórny nadzór i kontrola pracowników magistratu sprawiały, że przestrzeń miejska była spójna. Neony tworzono nie tylko zgodnie z przeznaczeniem samego lokalu, ale również (a może przede wszystkim) w zależności od rodzaju, kubatury i kształtu całego budynku. Projekt każdego powstającego neonu zakładał odpowiednie liternictwo, kolory rurek, liter. Skala ich powstawania była wręcz niebywała – projekty obejmowały całe ulice, a na ich wykonanie czekano czasem nawet 10 lat. 

To w tamtym okresie w przestrzeni miejskiej pojawiły się kultowe napisy Hotelu Katowice, Hotelu Silesia, Kina Millenium. Na rogu Stawowej i 3 Maja słynny parujący czajniczek zachęcał, by wstąpić do herbaciarni Randia, a wielkie neony Skarbka czy Zenitu zapraszały na zakupy do nowoczesnych domów handlowych (więcej o ich historii przeczytacie w tym poście).

Tak było do końca lat 80. Zmiana ustroju zmieniła potrzeby i preferencje mieszkańców, a nowo powstające prywatne firmy chciały za wszelką cenę odciąć się od socjalistycznej “mody”. Witryny sklepów oklejono samoprzylepną folią z importu i zastawiano wszechobecnym kasetonem, a neony odłączono od zasilania i na ponad dwie dekady zniknęły z panoramy miasta.

Ocalone od zapomnienia

Nowy wiek zaowocował wieloma zmianami w miejskim krajobrazie. Rozpoczął się m. in. długo wyczekiwany remont dworca kolejowego. Stare budynki zaczęły dostawać nowe życie, wiele z nich poddano remontowi. Wtedy też niedziałające od dawna neony demontowano i bez sentymentów lądowały na śmietniku. Niestety, wiele kultowych okazów przepadło bezpowrotnie. 

Pod koniec pierwszej dekady XXI w. tematem znikających neonów zainteresowało się katowickie stowarzyszenie Moje Miasto. Jego członkowie postanowili działać i w 2008 roku rozpoczęli walkę z czasem, by uratować ostatnie sztuki. Rozmawiali z właścicielami remontowanych budynków, robotnikami na placach budowy, własnymi rękami wynosili neony z miejsc rozbiórki. 

Uratowane sztuki trafiały do klubokawiarni Strefa Centralna w ówczesnym Centrum Kultury Katowice (aktualnie katowickim Mieście Ogrodów). W 2013 uruchomiono tam galerię o roboczej nazwie Katowicki Skład Neonów, która w 2014 zaprezentowała pierwsze odrestaurowane eksponaty. Były to między innymi: jeden z napisów Katowice z dawnego peronu kolejowego czy neon nieistniejącego już bogucickiego “Kina Millenium”. Do nich z czasem zaczęły dołączać inne, w tym “Rejon Boże Dary” z Kostuchny czy sosnowiecki hotel “Aria”, 

Nie wszystkie kultowe neony udało się uratować. Legendarny czajniczek z herbaciarni Randia przepadł bez śladu, dlatego trzeba go było stworzyć od nowa. Krzysztof Krot, właściciel klubokawiarni, w której mieści się Skład Neonów, spędził długie godziny na przetrzepywaniu miejskich archiwów i poszukiwaniu dawnych projektów. Projekt czajniczka udało się na szczęście odzyskać i wiernie odwzorować.

Dominik Tokarski, współzałożyciel Stowarzyszenia Moje Miasto i inicjator Katowickiego Składu Neonów tłumaczył, że jego działania zaczęły się tak naprawdę nie od neonów, ale od potrzeby, by ówczesną bylejakość i niekonsekwencję przestrzeni publicznej jakoś odmienić. Chciał po prostu przypomnieć miastu, co było i wciąż powinno być jego wizytówką.

(Neo)nowa fala

Działania pana Dominika i innych miejskich inicjatorów niewątpliwie odniosły swój skutek. Ostatnia dekada to wielki powrót neonów, które stopniowo zaczęły pojawiać się w miejskim krajobrazie. Katowickie lokale handlowe i usługowe oraz miejsca kultury coraz częściej decydują się na reklamowanie swojego biznesu właśnie w ten sposób.

I tu historia zatacza wielkie koło, bo większość pojawiających się w mieście neonów powstaje w katowickiej pracowni Neon Irsa, której założycielem był legendarny Zbigniew Łankiewicz. Gdy zmienił się ustrój, a neony zniknęły z państwowego afisza, pan Zbigniew chciał nadal się nimi zajmować i przekazywać swoją wiedzę kolejnym pokoleniom. Swoją firmę założył w 1991 roku. Dziś za sterami pracowni stoją synowie pana Zbigniewa, Michał i Miłosz, którzy na swoim koncie mają kilkaset (a może nawet kilka tysięcy, chłopaki straciły już rachubę) neonów nie tylko w Katowicach, ale też całej Polsce. Ich realizacje to nie tylko prywatne zamówienia. Pracownia jest m.in. autorem popularnego neonu “Zachód Słońca” nad Rawą, realizowanego w ramach Katowice Street Art Festival w 2016 roku. Neon Irsa z oddaniem podejmuje się również renowacji starych eksponatów.

Kunszt Neonu Irsa i nowoczesna wizja w umiejętny sposób łączą się z historią miasta i czerpią z dawnej tradycji. Miłosz i Michał mieli przecież najlepszego nauczyciela. A urok neonów jest niekwestionowany i wciąż budzi te same emocje. Jak powiedział kiedyś pan Zbigniew, to “arystokracja wśród nośników reklamy”. I nie sposób się z nim nie zgodzić.

Dla neonowych amatorów

Zainteresował Was temat neonów? Zachęcamy zatem do śledzenia projektu NEON Katowice na Facebooku oraz do obejrzenia dokumentalnego filmu, którego bohaterem jest pan Zbigniew Łankiewicz. 

A wieczorową porą zapraszamy na spacer ulicami Katowic. Podnieście głowę wyżej niż zwykle, a od razu zrobi się jaśniej. My cieszymy się z powrotu neonowej tradycji i mamy nieodparte przeczucie, że przed nimi już tylko świetlana przyszłość!

Sprawdź także

Masz pytania?