Pierogi, Radom i fundacja. Polskie życie Avanisha z Indii
W wywiadzie dla Wellcome Home nasz gość, Avanish, opowiada o tym, dlaczego przyjechał do Europy, o doświadczeniach związanych ze studiowaniem i wolontariatem w Polsce oraz o poszukiwaniu prawdziwej Polski – małych miast, ludzi, prawdziwej kultury i lokalnego jedzenia (tak, będą też pierogi).
„Indie zawsze będą moim domem, ale nigdy nie czułem, że tu nie pasuję. Polacy są bardzo gościnni”.
Wellcome Home: Cześć, Avanish, witamy w Wellcome Home! Miło cię gościć.
Avanish: Bardzo dziękuję. To dla mnie przyjemność.
Jak długo jesteś już w Polsce?
Prawie dwa lata.
A czy to od początku były Katowice, czy podróżowałeś po Polsce?
Nie, właściwie zaczynałem jako wolontariusz w fundacji na południowym zachodzie Polski, niedaleko Bystrzycy Kłodzkiej. Potem dołączyłem do Europejskiego Korpusu Solidarności i przez kolejny rok działałem jako wolontariusz. Następnie przeprowadziłem się do Katowic, żeby zrobić magisterkę.
Wiesz, Indie brzmią dla nas bardzo egzotycznie. Dlaczego zdecydowałeś się przeprowadzić do Polski?
Dla nas Polska też jest dość egzotyczna, podobnie jak Włochy. Najpierw mieszkałem i studiowałem we Włoszech prawie trzy lata. Potem przyjechałem do Polski, żeby kontynuować wolontariat, w który jestem zaangażowany od dawna. Kiedy przyjęto mnie na Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach, zdecydowałem się tu robić magisterkę.
Jak porównałbyś Włochy do Polski?
Każdy kraj ma swój urok. Włochy są bardziej turystyczne i mają świetną kuchnię, ale Polska też ma wspaniałe jedzenie. Weźmy choćby pierogi i zapiekanki. Uwielbiam zwiedzać mniejsze miasta, takie jak Radom czy Tarnów. Małe miasta są spokojne, pełne charakteru i piękne na swój sposób.
Czy możesz opowiedzieć o tym, jak wyglądało ubieganie się o Kartę Pobytu?
Przyjechałem do Polski z włoską kartą pobytu i złożyłem wniosek o polską kartę, zanim wygasła włoska. Proces trwał 18 miesięcy, dłużej niż się spodziewałem.
Ale w tym czasie mogłeś odwiedzić ten Radom, Tarnów i inne polskie miasta, prawda?
Tak, to prawda! Proces trwał dość długo. Przyznaję, że biurokracja mogłaby być trochę mniejsza, ale za to nigdy nie miałem problemów na granicy ani z policją.
Jakie były twoje pierwsze wrażenia po przyjeździe do Polski?
Przeprowadzka do nowego kraju jest bardzo odświeżającym doświadczeniem, ale wiąże się też z niepewnością. Na początku przyjechałem do bardzo małej miejscowości, gdzie mieszkało może 100 osób. Pracowałem głównie z wolontariuszami z różnych krajów, więc nie doświadczyłem szoku kulturowego. Później, przeprowadzając się do miasta, bardziej zetknąłem się z polską kulturą, i to było już zupełnie nowe doświadczenie. Nadal uczę się polskiego i staram się przystosować.
Masz ulubione polskie słowo?
Nie wiem, czy powinienem to mówić, ale często używam „masakra” [śmiech]. Oczywiście znam trochę polskiego, mówię „trochę po polsku”, ale głównie komunikuję się po angielsku. Moje zajęcia na uniwersytecie i praca są w języku angielskim.
Jak oceniasz poziom studiowania w Polsce w porównaniu z innymi krajami?
To zależy od uczelni. Uniwersytety wyższego szczebla, jak UW czy UJ, mają wysokie standardy. Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach też jest wymagający, ale profesorowie są przyjaźni i elastyczni. Moje doświadczenie na Politecnico di Milano we Włoszech było trochę cięższe. Egzaminy tutaj są wymagające, ale zawsze można dogadać się z wykładowcami, jeśli jest potrzeba. Moi koledzy to zarówno Polacy, jak i studenci międzynarodowi, w tym Erasmusi.
Jak poznajesz polską kulturę?
Nie da się naprawdę poznać kraju, tylko odwiedzając miejsca turystyczne. Trzeba zaprzyjaźnić się z ludźmi, odwiedzać rodziny, zostać z nimi i obserwować ich codzienne życie, kulturę, to, jak jedzą. Na przykład we Włoszech ludzie nie jedzą pizzy i makaronu codziennie.
W Polsce też nie jemy pierogów codziennie.
Właśnie. Prawdziwy smak kultury poznaje się przez lokalnych ludzi.
A twoje doświadczenia z Polakami?
Polacy są bardzo uprzejmi i gościnni, szczególnie młodsze pokolenie, które dobrze mówi po angielsku. Nigdy nie czułem, że tu nie pasuję i nie miałem żadnych złych doświadczeń.
Jesteś zaangażowany w wolontariat, interesuje Cię sektor NGO. Wiem, że prowadzisz fundajcę. Czy możesz o niej opowiedzieć?
Od dawna zajmowałem się pracą społeczną, najpierw w Indiach, teraz w Polsce. W czerwcu zeszłego roku zarejestrowałem własną fundację w Katowicach. Nazywa się Fundacja Edukwings. Pracujemy z dziećmi, seniorami. Chcę pracować też z dziećmi z autyzmem. Jestem członkiem zarządu, niedawno zatrudniłem dwóch stażystów i wolontariusza. Skupiam się na projektach, pisaniu wniosków i zarządzaniu mediami społecznościowymi. Pracy jest dużo.
Jesteś też częścią Katowice Internationals Foundation.
Tak, Marco, prezes fundacji Katowice Internationals, pomógł mi przy rejestracji mojej fundacji. Pomógł mi też przy grantach i administracji, co było kluczowe na początku.
Jak zmieniło się twoje codzienne życie od przeprowadzki z Indii?
Całkiem mocno. W Indiach kolację je się często około 21–22:00. W Polsce ludzie jedzą około 18–18:30, co jest zdrowsze. Kultura jedzenia też jest inna. W Indiach każdy posiłek jest ciepły, przygotowywany na bieżąco. Świeże chapati są w Indiach standardem. Tutaj mi ich brakuje. Ale jasne, nie ma tu mojej mamy. Czasami sam gotuję, ale to czasochłonne.
Jak wyobrażałeś sobie Polskę przed przyjazdem?
Cóż, wyobrażałem sobie głównie mroźne zimy ze śniegiem. Nigdy wcześniej nie mieszkałem w takich warunkach, ale radzę sobie. Da się wytrzymać. Za to lato jest zdecydowanie za krótkie; trwa tutaj tylko kilka miesięcy!
Jak Polacy reagują, gdy mówisz, że jesteś z Indii?
Jestem zaskoczony, że wielu zna indyjską kulturę. Są nawet polskie grupy tańca klasycznego inspirowane kulturą indyjską. Ludzie lubią próbować indyjskiego jedzenia. Czasami gotuję dla polskich przyjaciół, ale zwykle te dania są mniej ostre niż w Indiach.
Masz już plany po ukończeniu studiów?
Chcę znaleźć pełnoetatową pracę, żeby być finansowo stabilnym, a potem skupić się na celach osobistych i fundacji.
I zostaniesz w Katowicach?
Nie wiem. Lokalizacja nie jest aż tak istotna. Może to będą Katowice, Warszawa lub inne miejsce w Europie.
Czujesz się u siebie w Polsce?
Indie zawsze będą moim domem, ale nigdy nie czułem, że tu nie pasuję. Polacy są bardzo gościnni.
Gdybyś kiedyś wyjeżdżał z Polski, co byś zabrał ze sobą?
Pierogi! Przypominają mi dom. W Indiach mamy podobne pierożki. Nazywamy je „momos”.
A wiesz, jak zrobić pierogi?
Jeszcze nie, ale jeśli ktoś mi pokaże, chętnie się nauczę. Lubię gotować.
Dziękujemy, Avanish. To była przyjemność. Życzymy wszystkiego najlepszego, gdziekolwiek zdecydujesz się mieszkać.
Bardzo dziękuję, że mogłem podzielić się moimi doświadczeniami.